Co więcej, to były moje pierwsze Święta podczas, których byłam naprawdę spokojna i z nadzieją patrzyłam w przyszłość. Pamiętam, jak w zeszłym roku, bardzo mocno martwiłam się czy zostanie mi przyznane leczenie czy też nie. Oczekiwanie, oczekiwanie i jeszcze raz oczekiwanie. Na samą myśl o tym napływały mi wtedy łzy do oczu. A teraz? Tyle radości, wdzięczności i wiary! Błogi stan :)
Co więcej... 25 XII był dniem mojego przedprzedprzedostatniego zastrzyku z interferonu! Oficjalnie rozpoczęłam odliczanie! Jeszcze tylko trzy dawki i KONIEC!
A co później? Czas pokaże. Ale czuję, że będzie dobrze. Musi być! Po tylu cudownych życzeniach nie ma innej możliwości! :) Poza tym już umówiłam się z Panem Czerwcem, że spełni moje największe marzenie – zostanę oficjalnie wyleczona! Myślicie, że się wywiąże z danego mi słowa? :)
