Lusia - BLOG

O autorze ↓

Moje WZW C: Coraz bliżej końca

Jeszcze półtora miesiąca do końca terapii. To tak niewiele! Od połowy stycznia przestanę być „więźniem lodówki” i uniezależnię się od godzin przyjmowania leków. Co więcej... w niedzielę w końcu będę mogła spać tak długo jak tylko dusza zapragnie! I przyznam szczerze, że chyba na ten element czekam najbardziej :) A w jaki sposób przebiega u mnie końcówka leczenia? Jest stabilnie czy może coś uległo zmianie?

Naprawdę nie mogę narzekać. Nie jest źle. Staram się normalnie funkcjonować i nie skupiać się na dolegliwościach. Natomiast nie będę ukrywać, że odczuwam już "zmęczenie materiału".
Jeszcze dwa miesiące temu śmiałam się do siebie, że skoro tak dobrze się czuję, to mogłabym być na takim leczeniu całe życie. Teraz muszę cofnąć te słowa. Pragnę odpoczynku.

Przez ostatnie tygodnie podupadłam kondycyjnie. Pokonywanie schodów stało się dla mnie małą udręką. Oczywiście... nie jest tragicznie! Ale odczuwam różnicę. Ponadto cierpię na przewlekłe zmęczenie. Mogłabym spać całymi dniami. Jestem w stanie usunąć w każdej możliwej sytuacji i w każdym możliwym miejscu. Po interferonie bóle mięśni i dreszcze tak jak powróciły, tak ciągle się utrzymują. Dodatkowo krótszy dzień i funkcjonowanie w jesienno-zimowym półmroku nie dodaje energii, wręcz odwrotnie. Czasem myślę sobie, że najchętniej zaszyłabym się pod kołderką na najbliższe tygodnie i tak przeczekałabym do końca terapii... ale staram się nie poddawać!

Wiem, że wszystko to co napisałam nie brzmi specjalnie zachęcająco... ale może to tylko takie babskie narzekanie? Ogólnie nie jest najgorzej. Fakt, odczuwam zmęczenie, ale mimo to staram się funkcjonować normalnie. Po prostu pewne rzeczy wymagają ode mnie większego wysiłku. Leczenie jest dla mnie na tyle ważne, że mimo tych nieprzyjemnych odczuć, za nic w świecie nie zrezygnowałabym z niego. To oczywiste, że wytrwam i chcę doprowadzić je do końca! Pokora i chęć walki o zdrowie przewyższają wszystko!
Trwa ładowanie komentarzy...