Lusia - BLOG

O autorze ↓

Moje WZW C: Sabat czarownic

Zimno i ponuro. Na uczelni mnóstwo pracy, a zmęczenie ostatnio naprawdę dawało się we znaki. Całe szczęście, że humor poprawił mi długo oczekiwany przeze mnie wieczór spędzony z przyjaciółkami – Andrzejki!

Nigdy na poważnie nie podchodziłam do wróżb andrzejkowych... do lania woskiem czy też przebijania szpilką serduszek z imionami. Poza tym od bardzo dawna tego nie robiłam! Dlatego też w tym roku owy wieczór okazał się być dla mnie nieziemsko zabawny oraz pomógł mi powrócić wspomnieniami do lat dzieciństwa. Tego mi było trzeba! Krótko mówiąc... „odmóżdżyłam się”.



Pierwsza wróżba – przelewanie wosku przez klucz! Przyznam szczerze, że w głębi duszy liczyłam na to, że wyjdzie mi kształt zdrowej wątroby albo serca czy czegoś równie szczęśliwego i oczywistego! Ale nie... nic nie może być takie „po prostu”.
Drodzy Państwo, wyszła mi RYBA! Wielkie rybsko. Oglądałam z każdej strony, naprawdę, ale ciągle to była ryba. Był moment, kiedy już desperacko chciałam urwać jej ogon, wtedy trochę przypominałaby wątrobę, ale powstrzymałam się. Chyba, że to oznacza „przypływ zdrowej wątroby”, stąd u niej ten ogon?

Druga wróżba – ustawianie butów. No i cóż... nawet tutaj się nie popisałam. Mój bucik był drugi w kolejce! Czy to oznacza, że będę drugą, która wyjdzie za mąż spośród moich przyjaciółek? Może to i lepiej. Przynajmniej jedna z nas przetrze szlaki! Takim myśleniem będę się pocieszać. Jakoś trzeba.

Oczywiście żartuję z tym narzekaniem :) Wieczór uważam za super udany! Pomógł mi zapomnieć o codziennych problemach i naładował mnie pozytywną energią. Dzięki temu od razu nabrałam lepszego nastawienia do leczenia. Ponownie zaczęłam wierzyć, że mimo tych wszystkich nieciekawych objawów ubocznych, dam radę i będzie świetnie!
Może ta ryba oznacza właśnie szczęście? Kto wie? Może to była złota rybka i teraz będą się spełniać moje wszystkie marzenia? Takiej wersji się trzymam!
Trwa ładowanie komentarzy...