Na szczęście nie czułam się jeszcze na tyle źle i przy odrobienie chęci, jako tako byłam w stanie wygrzebać się spod kołdry. Postanowiłam zająć sobie głowę czymś przyjemniejszym. W moim przypadku zawsze świetnie sprawdza się towarzystwo drugiej, bliskiej mi osoby. A jeżeli jest ono jeszcze połączone z jakimś wspólnym gotowaniem i smacznym jedzonkiem, to nie pozostaje nic innego, jak tylko złapać pozytywny nastrój.
I tak właśnie zrobiłam. Umówiłam się na ploteczki i wspólne pichcenie. I co? Głowa odpoczęła. Przestałam się skupiać na swoich dolegliwościach i jako tako rozruszałam ciało. Pomogło! Co więcej… poznałam cudowny i pyszny smak DYNI!
Trochę mi wstyd się do tego przyznawać, ale jadłam ją pierwszy raz w życiu… i zakochałam się! Tarta z dynią, serem feta i rukolą! Niebo w gębie! Polecam serdecznie! Fakt, że nie jest to może „najdelikatniejsze” danie, ale jeżeli nie czuję się po nim źle, to od czasu do czasu myślę, że mogę sobie pozwolić na taką chwilę zapomnienia. Wszystko ma umiar, ale… czasem trzeba sobie jakoś dogodzić! :)
