O autorze
Lusia, lat 22, leczy WZW C terapią trójlekową – studentka medycyny, u której chorobę zdiagnozowano jeszcze przed ukończeniem 2. roku życia. W dzieciństwie dwukrotnie przeszłam leczenie interferonem i rybawiryną. Niestety, bez pozytywnego efektu. Wyniki, przeprowadzonych na początku 2013 r., badań wykazały duże zmiany wątroby, co było bezpośrednim powodem zakwalifikowania mnie w trybie pilnym do leczenia trójlekowego. Terapię rozpoczęłam w lutym 2014 r. Jestem osobą lekko zwariowaną, pozytywnie zakręconą i pełną energii. Uwielbiam ludzi przepełnionych optymizmem. Kocham podróżować, zwiedzać, tańczyć, śmiać się i bawić. A co najważniejsze... staram się nigdy nie poddawać!

Moje WZW C: Tanie podróżowanie? Realizowanie marzeń? Już niedługo!

Równe dwa miesiące do końca terapii. To tak niewiele! Z jednej strony czuję euforię, z drugiej lęk. Dlaczego?

Całe szczęście, że ostatnie badania wypadły bardzo dobrze. Morfologia naprawdę się poprawiła! Chyba dawno nie wyglądała tak ładnie. W końcu poczułam przypływ swojej dawnej pozytywnej energii i chęć walki! Infekcja po dość długiej walce w końcu minęła a siły witalne powróciły.



Tak jak napisałam wyżej, pozostały mi dwa miesiące terapii. Tylko! Kiedy to sobie ostatnio uświadomiłam ogarnęła mnie ogromna radość! Euforia! Od razu w mojej głowie pojawiła się wizja podróżowania i spędzania czasu wolnego w taki sposób na jaki będę miała ochotę, bez żadnych ograniczeń! Bosko! Naprawdę zaczęłam się rozkoszować tą myślą.

Niestety, z drugiej strony pojawił się też niewielki lęk, strach. Przyjmując leki czuję się po prostu bezpiecznie. Mam w świadomości, że wirus przynajmniej teraz jest „stłamszony” i czuję się tak jakbym miała nad nim przewagę. Dlatego moment, w którym będę musiała odstawić „specyfiki”, w pewnym sensie odbierze mi to poczucie bezpieczeństwa. Będę musiała czekać 6 miesięcy na ostateczny wynik mówiący o tym, czy leczenie faktycznie się powiodło czy też nie. Czy wirus wrócił czy też nie. Chyba oszaleję przez ten czas :)

No ale nic... Na pewno to jakoś przetrwam. Może zacznę planować jakieś drobne podróże weekendowe. Tak żeby faktycznie poczuć trochę tej wolności i zająć sobie czymś głowę. Od dawna marzę by zwiedzić tyle miast! Jest teraz tyle możliwości taniego podróżowania, tyle ciekawych ofert! W końcu pojawi się czas, w którym nie będę ograniczona godzinami przyjmowanych leków, comiesięcznymi badaniami kontrolnymi, lodówką!

Może Wiedeń? Praga? Pozytywne nastawienie, marzenia! Tak trzeba myśleć :)
Trwa ładowanie komentarzy...