Tak jak napisałam wyżej, pozostały mi dwa miesiące terapii. Tylko! Kiedy to sobie ostatnio uświadomiłam ogarnęła mnie ogromna radość! Euforia! Od razu w mojej głowie pojawiła się wizja podróżowania i spędzania czasu wolnego w taki sposób na jaki będę miała ochotę, bez żadnych ograniczeń! Bosko! Naprawdę zaczęłam się rozkoszować tą myślą.
Niestety, z drugiej strony pojawił się też niewielki lęk, strach. Przyjmując leki czuję się po prostu bezpiecznie. Mam w świadomości, że wirus przynajmniej teraz jest „stłamszony” i czuję się tak jakbym miała nad nim przewagę. Dlatego moment, w którym będę musiała odstawić „specyfiki”, w pewnym sensie odbierze mi to poczucie bezpieczeństwa. Będę musiała czekać 6 miesięcy na ostateczny wynik mówiący o tym, czy leczenie faktycznie się powiodło czy też nie. Czy wirus wrócił czy też nie. Chyba oszaleję przez ten czas :)
No ale nic... Na pewno to jakoś przetrwam. Może zacznę planować jakieś drobne podróże weekendowe. Tak żeby faktycznie poczuć trochę tej wolności i zająć sobie czymś głowę. Od dawna marzę by zwiedzić tyle miast! Jest teraz tyle możliwości taniego podróżowania, tyle ciekawych ofert! W końcu pojawi się czas, w którym nie będę ograniczona godzinami przyjmowanych leków, comiesięcznymi badaniami kontrolnymi, lodówką!
Może Wiedeń? Praga? Pozytywne nastawienie, marzenia! Tak trzeba myśleć :)
