Po śniadaniu zabieram ze sobą naszykowaną dzień wcześniej lodówkę turystyczną z kolejną porcją leków i gnam na uczelnię. Lodówka niestety jest dosyć pokaźnych rozmiarów. W całą pewnością rzuca się w oczy i niejednokrotnie wzbudza sensację. W sumie to nie ma co się dziwić. Też zwróciłabym uwagę na osobę, która dzień w dzień paraduje z tak wielkim „tobołkiem”. Zdaję sobie sprawę, że muszę wyglądać nieco śmiesznie, ale naprawdę... postanowiłam się tym nie przejmować. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Jako, że nie posiadam żadnego zgrabnego plecaka termoizolacyjnego, który na tak wiele godzin utrzymywałby odpowiednią temperaturę, to muszę sobie radzić w taki sposób. A na wścibskie pytania „zainteresowanych” zawartością mojej lodóweczki, staram się odpowiadać z żartem. Mówię np. że przewożę dodatkowy mózg, na wypadek gdyby mój się przegrzał podczas pisania kolokwium itd.. Znajomi wtedy zazwyczaj rozumieją, że najwyraźniej chcę, aby to pozostało moją prywatną sprawą i nie dopytują o więcej. Nie wszystkie osoby z mojego otoczenia wiedzą o moim leczeniu i wolę, aby tak pozostało.
Kolejną dawkę leków zażywam około 15 będąc na uczelni. Zawsze staram się pamiętać o należytym prowiancie. Wolę być spokojną, że mam ze sobą coś „tłuszczykowatego” do przegryzienia niż martwić się, że będę musiała szukać jeszcze jakiegoś bufetu.
Do wieczora zazwyczaj pojawiam się w domu, tak więc przyjmowanie kolejnych porcji rybawiryny czy inhibitora proteazy jest mniej problematyczne. Ale tak jak wspomniałam, coraz ciężej jest się zmuszać do jedzenia o tych konkretnych porach... a jak wiemy, nie może to też być byle co, tylko coś z tłuszczykiem. Przypominam sobie wtedy moje piękne wyniki ujemnej wiremii. To dodaje sił i motywacji, wtedy, proszę mi wierzyć, dużo łatwiej jest się przemóc.
Tak jak widać... ilość i częstotliwość przyjmowanych leków bywa uciążliwa, szczególnie biorąc pod uwagę, że niektóre z nich należy przechowywać w lodówce i dodatkowo trzeba do nich coś przekąsić. Nie jest to łatwe. Czasami wydaje się, że już się ma dość i nie da się rady, że jest się więźniem leków. Wtedy należy przypomnieć sobie o korzyściach, które na nas czekają, a zdrowie przecież jest najważniejsze!
