O autorze
Lusia, lat 22, leczy WZW C terapią trójlekową – studentka medycyny, u której chorobę zdiagnozowano jeszcze przed ukończeniem 2. roku życia. W dzieciństwie dwukrotnie przeszłam leczenie interferonem i rybawiryną. Niestety, bez pozytywnego efektu. Wyniki, przeprowadzonych na początku 2013 r., badań wykazały duże zmiany wątroby, co było bezpośrednim powodem zakwalifikowania mnie w trybie pilnym do leczenia trójlekowego. Terapię rozpoczęłam w lutym 2014 r. Jestem osobą lekko zwariowaną, pozytywnie zakręconą i pełną energii. Uwielbiam ludzi przepełnionych optymizmem. Kocham podróżować, zwiedzać, tańczyć, śmiać się i bawić. A co najważniejsze... staram się nigdy nie poddawać!

Moje WZW C: Wakacyjny 6 miesiąc terapii

"Gorąco! Wody! Lodu!" Myślę, że te hasła towarzyszyły niejednej osobie w ciągu minionych wakacji. Ale... co, jak co... mam wrażenie, że mi szczególnie mocno.

Już kiedyś wspominałam o tym, że podczas leczenia uczucie suchości w jamie ustnej towarzyszy mi niemalże ciągle. Buteleczki z wodą mam poukrywane prawie w każdym możliwym miejscu. Niektórzy się mnie pytają czy mam permanentnego kaca. Dowcipnisie :) Niestety nie znam tego uczucia, nigdy go nie doświadczyłam, ale z tego, co zaobserwowałam, nie jest on przyjemny... Dlatego każdy kto go doświadczył , a nie musi łykać tylu tableteczek, jest w stanie wyobrazić sobie mój codzienny mały dramat, kiedy mam ciągłe wrażenie, że mnie suszy!

No dobrze, ale wrócę do tematu. Podczas wakacji, które były naprawdę upalne, uczucie suchości bardzo się nasiliło. Pustynia w ustach! Naprawdę! Miałam wrażenie, że niedługo pojawi się koło mnie jakiś wielbłąd!

Piłam tyle wody, że nawet ona nabierała w moim odczuciu jakiegoś nieprzyjemnego smaku. Powoli sam widok butelki z wodą zaczynał mnie odrzucać. 

I tak wpadłam na kolejny pomysł! Tym razem dużo lepszy niż samoopalanie się balsamem (nie wiem czy pamiętacie?) ;) Postanowiłam znaleźć jakiś ciekawy przepis na orzeźwiający napój. I tak … Czas na bazyliową lemoniadę!

Przepis okazał się banalnie prosty. Nie jestem mistrzynią w kuchni, więc skoro ja dałam radę i nie wyszła mi z tego jakaś niebieska substancja, niczym zupa Bridget Jones, to myślę, że uda się każdemu.

PRZEPIS

SKŁADNIKI:
-2 cytryny
-pęczek bazylii (ok. 10-12 średnich świeżych listków)
-1 litr wody
-2-3 łyżki cukru

Cytrynę należy obrać ze skórki i pokroić na ćwiartki. Następnie przekładamy je do miseczki, dodajemy do nich listki bazylii, cukier oraz jedną łyżkę wody.

Kolejnym etapem jest zmiksowanie cytryny z bazylią i cukrem za pomocą blendera tak, aby powstała konsystencja przypominająca syrop. Następnie przelewamy zawartość miseczki do dzbanka i rozcieńczamy wodą. GOTOWE!

Lemoniada jest przepyszna. Orzeźwiająca! I co najważniejsze zaspokaja pragnienie na jakiś czas. Krótko mówiąc: da się ją napić! Nie jestem zielarką, ale słyszałam, że bazylia ma właściwości przeciwzapalne i jest bogata m.in. w witaminy A, C i z grupy B. Nie wiem, jak to jest naprawdę, ale sama myśl, że takie zielone ziółko może w czymś pomóc i trochę wzmocnić nasz organizm, dobrze działa na głowę, na psychikę (iI to mówi "twardo" stąpająca po ziemi studentka medycyny! Ach, ja nie po ważna!).
Ale, co jak co, lemoniada jest pyszna i świetnie zastępuje nudną szklankę wody.

Na koniec zaznaczę, że w 24 tygodniu terapii miałam wykonane kolejne badanie sprawdzające poziom wiremii. Przyznam szczerze, że podeszłam do niego już z dużo większym spokojem niż do poprzedniego. Po prostu nie dopuszczałam ŻADNEJ negatywnej myśli do siebie.


Na wyniki musiałam czekać ok. miesiąca. Co wykazały? :)
Trwa ładowanie komentarzy...