Wypoczęta, uśmiechnięta i pełna nadziei witam wszystkich po dwumiesięcznej przerwie! Wakacje już za mną, koniec z labą i obijaniem się. Czas powiedzieć stop lenistwu i powrócić do rzeczywistości.
Przepraszam, że zamilkłam na tak długi czas, ale potrzebowałam „chwili” dla siebie. Potrzebowałam wybić się z tej rutyny i zapomnieć na trochę o leczeniu. Zapomnieć? To chyba złe słowo, ponieważ przez cały ten czas sumiennie zażywałam leki i stosowałam się do zaleceń. Ale co jak co... udało mi się zmienić nieco swój sposób myślenia, a raczej przestałam obsesyjnie skupiać się na lekach, a baczniej obserwować świat dookoła. Starałam się robić rzeczy, na które zwykle nie miałam czasu, chociażby chodzenie do kina czy weekendowe wypady do niewielkich, ale jakże magicznych, miasteczek blisko mojego miejsca zamieszkania. Nie ograniczałam się! Dzięki temu czuję, że się oczyściłam. Dałam odpocząć swojej głowie.
O tym, jak radziłam sobie w wakacje z różnymi zdrowotnymi przebojami napiszę w kolejnym poście, obiecuję. Chociaż przyznam szczerze, że tych „dziwacznych” stanów było tak niewiele, że wielkim trudem będzie wynajdywanie ich w pamięci. A nawet jestem skłonna napisać, że przeważały wręcz te dobre wiadomości i momenty związane z terapią.
Wakacje uważam za bardzo udane, wręcz cudowne! Dlatego też... z nową energią powracam do pisania! W końcu ile można odpoczywać? Co za dużo to niezdrowo. Koniec z obijaniem się!
I'M BACK!