O autorze
Lusia, lat 22, leczy WZW C terapią trójlekową – studentka medycyny, u której chorobę zdiagnozowano jeszcze przed ukończeniem 2. roku życia. W dzieciństwie dwukrotnie przeszłam leczenie interferonem i rybawiryną. Niestety, bez pozytywnego efektu. Wyniki, przeprowadzonych na początku 2013 r., badań wykazały duże zmiany wątroby, co było bezpośrednim powodem zakwalifikowania mnie w trybie pilnym do leczenia trójlekowego. Terapię rozpoczęłam w lutym 2014 r. Jestem osobą lekko zwariowaną, pozytywnie zakręconą i pełną energii. Uwielbiam ludzi przepełnionych optymizmem. Kocham podróżować, zwiedzać, tańczyć, śmiać się i bawić. A co najważniejsze... staram się nigdy nie poddawać!

Moje WZW C: (NIE)alkoholowa biesiada

Z czym głównie kojarzy się koniec czerwca? Z zakończeniem roku szkolnego, z okresem rozpoczynających się wakacji. Jest to czas, który chyba każdy z nas utożsamia z poczuciem wolności, szczęścia i… balangowania.

W dzisiejszym świecie pomysł zabawy bez alkoholu wydaje się czymś absurdalnym. Dla wielu osób zestawienie pojęć „bezalkoholowo” i „spotkanie towarzyskie” brzmi paradoksalnie. A jednak, my pacjenci z WZW, jesteśmy, a przynajmniej powinniśmy być, idealnym potwierdzeniem na to, że DA SIĘ świetnie bawić bez procentów.

Przyznam szczerze, że przez jakiś czas był to dla mnie spory problem. Znajomi umawiali się na piwo, drinka. Bardzo często czułam się wykluczona mimo, że nigdy nie usłyszałam od nikogo „Luśka, nie pijesz, więc nie idziesz”. Ale wiadomo… atrakcyjnym kompanem do zabawy dla wielu osób nie byłam.

Czas nauczył mnie jednak radzić sobie z tym problemem. Postanowiłam nie przejmować się tym, co powiedzą o mnie inni. Czy uznają mnie za „trzeźwego sztywniaka” czy też nie. Na pytanie dlaczego nie piję odpowiadam wymownym, ale grzecznym tonem, z odpowiednio świdrującym spojrzeniem: „Nie mogę, dziękuję” i już. Bez tłumaczenia. Jeżeli ktoś jednak tego nie zrozumie i dopytuje się dalej, to śmiało odpowiadam, że nie piję ze względów zdrowotnych. Uśmiecham się szeroko. Ucinam temat i koniec.


Powoli uczę się również „wyluzowania” na różnego rodzaju spotkaniach. Najlepiej jest kiedy dopadnie mnie głupawka! Wtedy żadne procenty nie są potrzebne. A jak nie, to staram się wtedy dużo uśmiechać, śmiać się i przede wszystkim … nie oceniać innych! :) Wiadomo, że ludzie po alkoholu bardzo różnie się zachowują, dlatego trzeba nauczyć się trochę przymykać oko na niektóre sprawy. Lepiej tak niż bezsensownie się do kogoś zrazić.

Ciągle piszę o tym jak to trudno jest się odnaleźć wśród pijących i bawiących się ludzi, ale tak naprawdę to wszystko zależy od grona osób z którymi się spotykamy. Starajmy się w miarę możliwości wybierać takie towarzystwo, które odpowiada nam w 100% i przy którym będziemy się czuli komfortowo.

Na zakończenie, w ramach pocieszenia, dodam, że w związku z moim bezalkoholowym imprezowaniem, spotkało mnie w życiu nawet kilka bardzo sympatycznych sytuacji! Na przykład pewnego razu na domówce moi znajomi postanowili zrobić mi małą niespodziankę i podczas zaopatrywania się w alkoholowe trunki, w prezencie kupili mi małego szampana dla dzieci, żebym i ja mogła razem z nimi świętować! Wiem, że to może wydawać się dosyć śmieszne, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak miło mi się zrobiło! Pamiętali o mnie! Wywołało to oczywiście lawinę śmiechu. I super! Naprawdę mile wspominam :)

Dlatego, drodzy Państwo, bezalkoholowa zabawa jest możliwa. Przy odrobinie chęci, wyluzowania, nieprzejmowania się i doboru odpowiedniego towarzystwa naprawdę jakoś to idzie! A pamiętajmy, że alkohol dla nas jest czymś naprawdę złym! Nie pijmy go!

ZERO ALKOHOLU! Da się? Oczywiście, że tak!
Trwa ładowanie komentarzy...