O autorze
Lusia, lat 22, leczy WZW C terapią trójlekową – studentka medycyny, u której chorobę zdiagnozowano jeszcze przed ukończeniem 2. roku życia. W dzieciństwie dwukrotnie przeszłam leczenie interferonem i rybawiryną. Niestety, bez pozytywnego efektu. Wyniki, przeprowadzonych na początku 2013 r., badań wykazały duże zmiany wątroby, co było bezpośrednim powodem zakwalifikowania mnie w trybie pilnym do leczenia trójlekowego. Terapię rozpoczęłam w lutym 2014 r. Jestem osobą lekko zwariowaną, pozytywnie zakręconą i pełną energii. Uwielbiam ludzi przepełnionych optymizmem. Kocham podróżować, zwiedzać, tańczyć, śmiać się i bawić. A co najważniejsze... staram się nigdy nie poddawać!

Moje WZW C: Bo kobieta musi się wygadać

Kolejne dni mijają. Przyjmowanie leków stało się już dla mnie tak naturalną rzeczą, że czasem zastanawiam się jak to było wcześniej. Myślę, że byłam ciut wolniejszym człowiekiem :) A na pewno nie byłam więźniem lodówki, w której przechowuję swoje „specyfiki”. Ale do wszystkiego da się przyzwyczaić, nawet do niektórych działań niepożądanych...

Dawki leków od czasu „małego”, kwietniowego kryzysu nie zostały mi już zmienione. W dalszym ciągu jestem na niższej dawce interferonu, ze względu na neutrofile, które niestety są „bardzo uparte” i ciągle utrzymują się na niskim poziomie. Jak wiadomo pełnią one bardzo istotną funkcję w odpowiedzi odpornościowej, ale całe szczęście… i tfu tfu tfu nie zapeszając … trzymam się nie najgorzej. Nie miałam jeszcze do tej pory jakiejś ciężkiej infekcji.

Jest natomiast coś na co mogę szczerze ponarzekać. Niestety, stałam się „człowiekiem” aftą! Myślę, że może to mieć związek z obniżeniem mojej odporności. Afty w jamie ustnej stały się moimi prawdziwymi nieprzyjaciółkami. Pojawiają się jedna za drugą, duże, bolesne często z towarzyszącym, ogromnym odczynem zapalnym. Goją się tygodniami. Nie będę ukrywać, że jest to naprawdę uciążliwe, bo kiedy jedzenie zaczyna być rzeczą mało przyjemną, to aż łzy stają w oczach! Samym patrzeniem na pysznie wyglądające potrawy człowiek się nie nasyci :) Ale wytrzymam.

Włosy niestety w dalszym ciągu wypadają. Przerzedziły się, ale z nową fryzurą, jako tako wyglądam. Moi najbliżsi nie widzą jakiejś szczególnej różnicy, co jest bardzo pocieszające :) I tego się trzymam. Codziennie rano, kiedy przeglądam się w lustrze, mówię do siebie jak to bardzo je uwielbiam i że są piękne mimo wszystko! To pomaga :)


Po zastrzykach czuję się już naprawdę nieźle. Funkcjonuję normalnie, nie skupiam się na dreszczach czy bólu głowy. Staram się w te dni być szczególnie aktywna i to bardzo pomaga! Ruch, ćwiczenia, jazda na rowerze są naprawdę pomocne. Przestałam się chować pod koc i wylegiwać w łóżku przez pół dnia, zmuszam się do działania.
Dlatego... proszę mi wierzyć... jeżeli jesteśmy jeszcze w stanie odnaleźć w sobie choć trochę energii to wykorzystujmy ją na maksa! To bardzo pomaga :)

Uf! Trochę sobie ponarzekałam, nieprawdaż? "Wygadałam" się i od razu mi lepiej! Wylałam wszystkie swoje żale, a na duszy jakby lżej! To takie kobiece...
Ale musicie mi to wybaczyć. W końcu komu mam się z tego zwierzać, jak nie Wam? :)
Trwa ładowanie komentarzy...