Jest natomiast coś na co mogę szczerze ponarzekać. Niestety, stałam się „człowiekiem” aftą! Myślę, że może to mieć związek z obniżeniem mojej odporności. Afty w jamie ustnej stały się moimi prawdziwymi nieprzyjaciółkami. Pojawiają się jedna za drugą, duże, bolesne często z towarzyszącym, ogromnym odczynem zapalnym. Goją się tygodniami. Nie będę ukrywać, że jest to naprawdę uciążliwe, bo kiedy jedzenie zaczyna być rzeczą mało przyjemną, to aż łzy stają w oczach! Samym patrzeniem na pysznie wyglądające potrawy człowiek się nie nasyci :) Ale wytrzymam.
Włosy niestety w dalszym ciągu wypadają. Przerzedziły się, ale z nową fryzurą, jako tako wyglądam. Moi najbliżsi nie widzą jakiejś szczególnej różnicy, co jest bardzo pocieszające :) I tego się trzymam. Codziennie rano, kiedy przeglądam się w lustrze, mówię do siebie jak to bardzo je uwielbiam i że są piękne mimo wszystko! To pomaga :)
Po zastrzykach czuję się już naprawdę nieźle. Funkcjonuję normalnie, nie skupiam się na dreszczach czy bólu głowy. Staram się w te dni być szczególnie aktywna i to bardzo pomaga! Ruch, ćwiczenia, jazda na rowerze są naprawdę pomocne. Przestałam się chować pod koc i wylegiwać w łóżku przez pół dnia, zmuszam się do działania.
Dlatego... proszę mi wierzyć... jeżeli jesteśmy jeszcze w stanie odnaleźć w sobie choć trochę energii to wykorzystujmy ją na maksa! To bardzo pomaga :)
Uf! Trochę sobie ponarzekałam, nieprawdaż? "Wygadałam" się i od razu mi lepiej! Wylałam wszystkie swoje żale, a na duszy jakby lżej! To takie kobiece...
Ale musicie mi to wybaczyć. W końcu komu mam się z tego zwierzać, jak nie Wam? :)
